Artykuł: Życiowa polifonia. Jak łączyć różne światy, aby czerpać z nich siłę do tworzenia muzyki?
Życiowa polifonia. Jak łączyć różne światy, aby czerpać z nich siłę do tworzenia muzyki?
Według ministerialnych danych, w polskim systemie szkolnictwa artystycznego funkcjonuje obecnie niemal tysiąc placówek, w tym szkoły muzyczne I i II stopnia. W ich murach, pod opieką tysięcy pedagogów, kształci się łącznie kilkadziesiąt tysięcy uczniów. To rzesza młodych ludzi, dla których codzienność od zawsze oznaczała funkcjonowanie na „podwójnym etacie”. Obiady jedzone w biegu między lekcjami, zadania z matematyki rozwiązywane w szatni przed próbą i powroty do domu późnym wieczorem – taka rzeczywistość kształtuje charakter szybciej niż niejeden kurs zarządzania czasem. Można śmiało powiedzieć, że adepci szkół artystycznych stają się mistrzami logistyki na długo przed wejściem w dorosłość, a sztukę godzenia wielu światów mają po prostu we krwi. Skoro ta wielozadaniowość towarzyszy im od dziecka i wydaje się naturalnym elementem edukacji, dlaczego na etapie studiów wyższych nagle pojawia się myśl, że łączenie ról to coś złego? Skąd przekonanie, że liczy się tylko mikrofon lub instrument, a każda inna życiowa rola jest zdradą sztuki? Muzyk czy wokalista to przecież nie maszyna, ale człowiek, który musi za coś żyć, kogoś kochać – i czasem po prostu odpocząć.
Mit monolitu a rynkowa rzeczywistość
W środowisku artystycznym wciąż pokutuje romantyczny – aczkolwiek niezwykle szkodliwy – wizerunek twórcy, który żyje wyłącznie sztuką i powietrzem, ignorując przyziemne sprawy. To pułapka, która prowadzi do niebezpiecznego uzależnienia własnej wartości jedynie od sukcesów na estradzie lub postępów w ćwiczeniówce. Gdy muzyka staje się całym naszym światem, każde potknięcie boli podwójnie, a jakakolwiek praca zarobkowa niezwiązana z muzyką bywa postrzegana jako upokarzająca porażka i dowód na to, że nam „nie wyszło”. Tymczasem rynkowa rzeczywistość wymaga od nas przewartościowania tych przestarzałych schematów myślowych.
Owszem, bycie wokalistą lub muzykiem to piękny zawód, związany z głęboką pasją i tożsamością, ale wciąż pozostaje tylko jednym z wymiarów naszego istnienia, a nie jego wyłączną definicją. Poboczna praca w innej branży, pozwalająca finansować lekcje mistrzowskie, zakup lepszego instrumentu czy po prostu codzienne życie nie jest powodem do wstydu, lecz dowodem zaradności i dojrzałości. Zrozumienie, że nasza wartość jako ludzi nie zależy od liczby zagranych koncertów w miesiącu, przynosi ogromną ulgę psychiczną i paradoksalnie często otwiera drogę do swobodniejszego, pozbawionego presji muzykowania.
Kariera portfelowa – nowoczesny standard
Model określany mianem kariery portfelowej (portfolio career) to rozwiązanie coraz powszechniejsze na całym rynku pracy – spotykane od branży kreatywnej, przez media, aż po sektor IT. Na zachodnich rynkach muzycznych, a także w Polsce, również staje się on pewnym standardem. Termin ten opisuje ścieżkę zawodową, która zamiast opierać się na jednym etacie w instytucji, składa się z wielu różnorodnych elementów tworzących spójną całość. Współczesny muzyk coraz częściej funkcjonuje jako hybryda łącząca rolę wykonawcy z pracą pedagogiczną, organizacją wydarzeń kulturalnych czy realizacją projektów na zlecenie. Takie różnicowanie źródeł dochodu bywa mylnie postrzegane jako rozmienianie się na drobne, podczas gdy w rzeczywistości stanowi ono strategię zapewniającą bezpieczeństwo i niezależność.
Posiadanie kilku filarów finansowych sprawia, że artysta nie musi przyjmować każdego zlecenia pod presją ekonomiczną. Daje to ogromny komfort odmawiania projektom niezgodnym z jego estetyką lub etyką pracy. W tym ujęciu dywersyfikacja nie odbiera więc wolności artystycznej, ale wręcz ją umożliwia i pozwala na podejmowanie ryzyka twórczego bez widma bankructwa w przypadku niepowodzenia jednego z przedsięwzięć. Zamiast biernie czekać na jeden wielki przełom, buduje się tu sieć mniejszych, lecz stabilnych przepływów finansowych. Choć model ten wymaga świetnej organizacji i elastyczności, w zamian oferuje poczucie sprawstwa oraz autonomię, o jakiej muzycy zatrudnieni wyłącznie w jednym miejscu często mogą tylko pomarzyć.
Hybrydowe modele pracy w branży kreatywnej
Wielozadaniowość w życiu zawodowego muzyka realizuje się zazwyczaj na dwóch płaszczyznach – a oba te modele zasługują na wnikliwą analizę wolną od uprzedzeń. Pierwszy z nich to działalność wewnątrz branży muzycznej. Mówimy o sytuacji, gdy muzyk grający w orkiestrze prowadzi jednocześnie prywatną klasę instrumentu, pełni funkcję dyrektora domu kultury, zajmuje się strojeniem fortepianów, prowadzi studio nagraniowe czy wspiera technicznie koncerty innych zespołów jako akustyk. Taka obecność na wielu polach daje bezcenne poczucie nieustannego bycia „w centrum”, a branżowa wszechstronność jest niezwykle cenna i pozwala na płynne przemieszczanie się między różnymi sektorami rynku muzycznego w zależności od tego, gdzie aktualnie są atrakcyjne zlecenia.
Drugi wariant polega na łączeniu tożsamości artysty z pracą w odmiennej branży. Muzyk koncertujący w weekendy, a w tygodniu realizujący się jako copywriter, programista, dziennikarz, lektor czy fotograf, nie traci nic ze swojej artystycznej rangi. Taki układ – choć przez purystów bywa czasem krytykowany – zapewnia stabilność finansową, ubezpieczenie zdrowotne i płatny urlop, będące często luksusem w świecie wolnych strzelców. Dzięki temu artysta uwalnia się od konieczności grania „bankietowych zleceń” wyłącznie dla opłacenia rachunków. Stabilne zaplecze pozwala mu wybierać projekty ambitne, niszowe i wartościowe, które rzeczywiście rozwijają, nawet jeśli nie oferują wysokich stawek.
Muzyka rodzi się z relacji
Bardzo istotnym aspektem życia muzyka, jest sfera prywatna. Należy raz na zawsze obalić mit „samotnego wilka”, który sugeruje, że wybitne osiągnięcia wymagają ascezy i całkowitej rezygnacji z życia rodzinnego. Artysta ma pełne prawo spełniać się w roli partnera, rodzica czy przyjaciela, jeśli tylko czuje taką potrzebę. Oczywiście specyfika zawodu, oznaczająca pracę wieczorami i w święta, częste wyjazdy oraz nieregularne dochody, stawia przed relacjami spore wyzwania. Wymagają one obustronnej wyrozumiałości i umiejętności planowania, ale nie stanowią przeszkody nie do przeskoczenia.
Bliscy stanowią nieocenioną kotwicę emocjonalną chroniącą przed szaleństwem artystycznego świata i wypaleniem zawodowym. To w domu, z dala od blasku reflektorów czy komisyjnych ocen, ładujemy baterie i odzyskujemy spokój. Emocjonalna dojrzałość, tak niezbędna do głębokiej interpretacji dzieł muzycznych, nie bierze się z próżni ani z samej analizy teoretycznej utworu. Kształtują ją też relacje – wiele najpiękniejszych melodii powstało z inspiracji konkretnymi ludźmi i emocjami. Ucieczka od społecznych przeżyć sprawia, że nasza muzyka może stracić swój najbardziej ludzki wymiar i paletę barw, którą moglibyśmy oddać w dźwiękach. Równie cenną perspektywę wnoszą przyjaciele spoza branży. Gdy świat wali nam się na głowę z powodu nieudanej frazy, oni z uśmiechem przypominają, że to nie koniec świata. Taka perspektywa, choć bywa bolesna dla artystycznego ego, jest niezwykle potrzebna.
Nie za wszelką cenę – kiedy poznać, że bierzemy na siebie zbyt dużo?
Entuzjazm związany z chęcią sprawdzenia się na wielu polach ma jednak swoje nieprzekraczalne granice. Istnieje cienka linia, po której przekroczeniu harmonijne łączenie ról zmienia się w nieznośny chaos, prowadząc prosto do zjawiska wypalenia. Muzycy są grupą szczególnie narażoną na to ryzyko ze względu na specyficzny model edukacji, który niekiedy promuje dążenie do perfekcji za wszelką cenę. Próba bycia idealnym w każdej roli – wzorowym studentem, niezawodnym pracownikiem, perfekcyjnym rodzicem i zawsze dostępnym przyjacielem – to najkrótsza droga do katastrofy. Nikt nie jest w stanie funkcjonować na 100% obrotów we wszystkich dziedzinach jednocześnie przez długi czas bez ponoszenia kosztów.
Sygnały ostrzegawcze wysyłane przez organizm bywają subtelne, dlatego łatwo je zbagatelizować. Warto jednak zachować czujność, gdy pojawia się chroniczne zmęczenie, którego nie leczy odpoczynek, bądź dolegliwości psychosomatyczne – bezsenność czy nawracające bóle napięciowe. Niepokój powinny wzbudzić także zmiany emocjonalne, na przykład drażliwość, apatia oraz narastająca niechęć do muzyki, zmieniająca pasję w przykry obowiązek. Często towarzyszy im paraliżujące uczucie przytłoczenia kolejnymi zadaniami. Ważne, aby w porę rozpoznać ten stan i pozwolić sobie na krok w tył – rezygnację z projektu czy krótki odpoczynek – zanim organizm sam wymusi znacznie dłuższą, drastyczną przerwę.
Sztuka równowagi. Jak pogodzić różne światy w praktyce?
Przejście na studia to moment przełomowy w zarządzaniu własnymi zasobami. W szkole muzycznej I i II stopnia rytm dnia był w dużej mierze narzucany przez rodziców, pedagogów i sztywny plan lekcji. Na studiach ten zewnętrzny gorset w pewnym stopniu znika, a strukturę musimy zbudować sami. Tutaj pojawia się największe wyzwanie – o ile „bycie zajętym” i bieganie z punktu A do punktu B młodzi muzycy mają opanowane do perfekcji, o tyle kompetencja świadomego zarządzania sobą, gdy nikt nie patrzy i nie rozlicza z każdej minuty, wymaga nauki.
Kluczem do sukcesu nie jest próba zmieszczenia wszystkiego w jednej dobie, lecz stosowanie zasady okresowej priorytetyzacji. Czasem, na przykład przed recitalem dyplomowym czy ważnym konkursem, próby z zespołem muszą być absolutnie na pierwszym miejscu, a praca zarobkowa i życie towarzyskie schodzą na dalszy plan. Innym razem, gdy musimy zarobić na nowy instrument, opłacić kaucję za mieszkanie lub poświęcić czas rodzinie, muzyka musi ustąpić ważniejszym sprawom.
Narzędzia i wsparcie systemowe
W codziennym dążeniu do uporządkowania swojej rzeczywistości nie jesteśmy skazani wyłącznie na własną intuicję oraz metodę prób i błędów. Istnieją narzędzia i rozwiązania systemowe, z których możemy i powinniśmy korzystać bez poczucia winy. Jednym z najważniejszych instrumentów formalnych jest Indywidualna Organizacja Studiów (IOS). Wbrew obiegowym opiniom krążącym na korytarzach, nie jest to „wymówka dla leniwych”, którzy chcą uniknąć zajęć, lecz narzędzie stworzone dla ludzi aktywnych, pragnących pogodzić naukę z innymi poważnymi zobowiązaniami. Jeśli pracujesz w filharmonii na kontrakcie, aktywnie koncertujesz z zespołem lub wychowujesz dzieci, masz prawo ubiegać się o IOS. Pamiętajmy też, że uczelnia muzyczna to miejsce dla dorosłych ludzi – większość wykładowców jest w stanie zrozumieć, że student musi wyjść kwadrans wcześniej z wykładu, aby zdążyć do pracy lub odebrać dziecko ze żłobka. Z kolei wózek dziecięcy stojący pod salą kameralną to dla nich częściej dowód determinacji i siły charakteru, a nie braku profesjonalizmu.
Cennym wsparciem jest również rosnąca dostępność psychologów zatrudnianych przez uczelnie. Korzystanie z ich pomocy przy obciążeniu wieloma rolami, stresem czy tremą to przejaw troski o własny „instrument”, jakim jest mózg. Przypomina to dbałość wyczynowego sportowca korzystającego regularnie z usług fizjoterapeuty. Z pomocą przychodzi także technologia. Cyfrowe kalendarze (np. Google Calendar) współdzielone z partnerem lub zespołem pozwalają uniknąć konfliktów terminów oraz nerwowych pytań o to, kto dzisiaj odwozi pociechę do szkoły. Te proste rozwiązania cyfrowe drastycznie redukują stres związany z logistyką, skutecznie porządkując codzienny chaos.
Na własnych zasadach
Klucz do artystycznego rozwoju często leży w życiowej równowadze – jesteśmy lepszymi muzykami wtedy, gdy po prostu czujemy się spełnionymi i wypoczętymi ludźmi. Stabilizacja finansowa, udane relacje czy zdrowy dystans nie są wrogami sztuki, lecz nadają jej autentyczność, jakiej często nie da się wypracować w izolacji czterech ścian.
Nikt nie ma prawa narzucać nam jedynego słusznego wzorca kariery – dla jednych szczytem spełnienia będzie życie na walizkach w ciągłej trasie koncertowej, dla innych łączenie muzykowania z pracą w korporacji, nauczaniem w szkole muzycznej lub byciem rodzicem na pełen etat. Każda z tych ścieżek jest dobra i wartościowa, o ile jest świadomym, autonomicznym wyborem, a nie wynikiem presji otoczenia. Warto zatem czerpać z życia pełnymi garściami, ponieważ te różnorodne doświadczenia wracają później w muzyce, czyniąc ją po prostu prawdziwą.
Źródła:
- Vexpi – wózki dziecięce i foteliki samochodowe
- Szkolnictwo artystyczne w Polsce – Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego
- Jak radzić sobie ze stresem | gov.pl
- Indywidualna organizacja studiów – Wikipedia
- Work-life balance, czyli jak pogodzić pracę z życiem prywatnym? – Zielona Linia
- Work-life balance w branży muzycznej – Akademia ZAiKS
- Dlaczego muzycy częściej cierpią psychicznie? Dr Maria Chełkowska-Zacharewicz – Akademia ZAiKS
Artykuł przygotowany we współpracy z partnerem serwisu
Autor: Joanna Ważny